Co jest grane?

Aktualnie:

“Star Wars: The Old Republic” (2011)

MMORPG osadzone w uniwersum “Gwiezdnych Wojen”, wyprodukowane przez BioWare Corporation odpowiedzialne m.in. za znane i lubiane serie cRPG: “Baldur’s Gate”, “Mass Effect” i “Dragon Age”. Tytuł uznaje się niekiedy za duchową następczynię serii “Star Wars: Knights of the Old Republic”, jednak przyjęta w nim mechanika rozgrywki jest typowa dla gatunku MMO. Rzecz rozgrywa się na 3-4 tysiące lat przed wydarzeniami znanymi z filmowej sagi.

Obecnie na liczniku: ok. 215 godzin (od 04 lutego 2020 r.).


W planach:

“Shogun – Total War” (2000)

Pierwsza odsłona popularnej serii “Total War” – wyprodukowana przez brytyjskie studio Creative Assembly – udanie łącząca turową warstwę strategiczną z taktycznymi bitwami toczonymi w czasie rzeczywistym. Rzecz osadzona jest w realiach XVI-wiecznej Japonii okresu Sengoku i pozwala wcielić się w rolę przywódcy jednego z kilku rodów walczących o zjednoczenie kraju.


"Spellcross - Ostatnia Bitwa" (1998)

“Spellcross – Ostatnia Bitwa” (1998)

Strategia turowa autorstwa słowackiego studia JRC Interactive, której akcja rozgrywa się we współczesnym świecie, mierzącym się z inwazją Armii Chaosu rodem z uniwersów fantasy, co pozwala skonfrontować nowoczesne uzbrojenie z hordami orków, demonów i ożywieńców. Rzecz inspirowana tak figurkowym Warhammerem 40k, jak i strategiami turowymi w stylu serii “Panzer General”.


"WarCraft: Orcs and Humans" (1994)

“WarCraft: Orcs and Humans” (1994)

Strategia czasu rzeczywistego, wyprodukowana przez Blizzard Entertainment. Pierwsza część kultowej sagi “WarCraft”, która pozwala opowiedzieć się po jednej z dwóch stron konfliktu (Hordy Orków lub Sojuszu Ludzi) i w zależności od tego wyboru, podjąć próbę podboju lub obrony krainy Azeroth.


Poprzednio:

"Baldur's Gate II" (2000)“Baldur’s Gate II” (2000) 

Z podsumowania:

“Baldur’s Gate II” nie starzeje się być może do końca jak wino, ale to nadal znakomite, klasyczne cRPG – choć niewątpliwie raczej dla koneserów gatunku.

Bo powiedzmy sobie wprost, że pomimo oczywistych zalet gry (wielkość, historia, mechanika, etc.), patrząc przez pryzmat 20 lat, które upłynęły od jej premiery – nie jest to i tytuł pozbawiony wad, i rzecz dla każdego. Abstrahując już nawet od archaiczności pewnych rozwiązań i problemów technicznych, rzecz nie jest przyjaźnie nastawiona do ludzi przyzwyczajonych do lekkiej i szybkiej rozgrywki. Prawdziwym, “staroszkolnym” wyzwaniem są – po pierwsze – jej długość (wymagająca przy normalnym trybie życia zainwestowania weń miesięcy); po drugie – brak jakiegokolwiek wsparcia, nie mówiąc już o opcji poprowadzenia za rękę (zapomnijcie o kompasach, “radarach”, “wykrzyknikach”, etc. – wszystko musicie sobie tu znaleźć samodzielnie); a po trzecie – trudność walk (które potrafią dać w kość nawet na standardowym poziomie trudności).

Jeżeli jednak macie w sobie dość zacięcia – zdecydowanie warto się z nią spróbować.

Ostatecznie na liczniku: ok. 103 godziny (27 sierpnia 2019 r. – 01 lutego 2020 r.).


"Assassin's Creed" (2008)“Assassin’s Creed” (2008)

Z podsumowania:

Gdy tak zerkam do recenzji aktualnych na 2007 r./2008 r., wychodzi mi, że “pierwszy Asasyn” zachwycił recenzentów oprawą graficzną i dźwiękową, kapitalnymi animacjami biegu, wspinaczki i walki oraz pomysłem na rozgrywkę (“średniowieczny Hitman” – co jednak jest pewnym nadużyciem, bo tu nie bawimy się w przebieranki, cele likwidujemy wyłącznie za pomocą ostrza, a i ataki z ukrycia nie są regułą). Zraził natomiast przede wszystkim brakiem sensownych aktywności pobocznych. W jedenaście lat później – generalnie nadal mógłbym się pod tym wszystkim podpisać, ale ocena końcowa nie może już być tak wysoka jak wówczas.

“Assassin’s Creed” to z pewnością nie “dziadeczek”, jak niektóre z recenzowanych tu produkcji, ale współcześnie część opisanych powyżej rozwiązań irytuje bardziej, niż przed dekadą. Stąd taka, a nie inna ocena pod tekstem.

Ostatecznie na liczniku: ok. 34 godziny (06 maja 2019 r. – 26 sierpnia 2019 r.).


“Hooligans: Storm over Europe” (2002)Hooligans: Storm over Europe” (2002)

Z podsumowania:

“Hooligans: Storm over Europe” raczej nie zastąpi Wam solidnej ustawki w Parku Jordana z użyciem maczet i krótkich mieczy samurajskich.

Pomysł, który za nią stoi był naprawdę ciekawy, ale w świecie, w którym do wyboru jest tyle rozmaitych pozycji, to już nie wystarczy. Należy zatem traktować ją bardziej w kategoriach gry-ciekawostki, niż produkcji do ukończenia i odhaczenia na liście.

Ostatecznie na liczniku: ok. 16 godzin (19 kwietnia 2019 r. – 05 maja 2019 r.).


"FIFA 12" (2011)

FIFA 12” (2011)

Z podsumowania:

Czy to dobra gra? Nie.

W gruncie rzeczy, to chyba nawet nie jest dobra FIFA, choć pewnie lepsza niż ze trzy ostatnie odsłony, w które w ogóle nie chciało mi się grać. Przyznam bowiem, że tu coś jednak pchało mnie do przodu i jak zobaczycie w MonoGamii, “trochę” czasu na nią poświęciłem.

Ocenianie gier EA Sports z perspektywy czasu może się wydawać kompletnie pozbawione sensu (bo w 2011 r., gdy wychodziła, “FIFA 12” pewnie dostałaby ze dwa oczka więcej), ale podobna miara przykładana jest do każdej opisywanej na tej stronie produkcji, więc nie ma co się silić na specjalne względy. Ponieważ przy tekstach o “Pro Evolution Soccer 12” nie pojawiła się żadna ocena, dla pokazania odległości dzielącej obie gry, dodam, że ówczesnej produkcji KONAMI dałbym dziś mocne 6,5.

Ostatecznie na liczniku: ok. 258 godzin (16 lipca 2018 r. – 18 kwietnia 2019 r.).


"L.A. Noire" (2011)

L.A. Noire” (2011)

Z podsumowania:

“L.A. Noire” to bez wątpienia najlepsza growa rzecz, z jaką zetknąłem się w ostatnich miesiącach, godnie zaspokajająca tęsknotę za fabularną rozgrywką w stylu pierwszej “Mafii”. Pod względem nastroju, nawiązującego przede wszystkim do klasyków czarnego kryminału – nie można jej wiele zarzucić, bo na rok 2018, wciąż bije na głowę wszystko, co stworzono lub próbowano w tym zakresie stworzyć. Produkcja TeamBondi uwodzi tak ciekawym, oryginalnym pomysłem na rozgrywkę, jak i bardzo wysokim poziomem realizacji (w szczególności niesamowitą dbałością o najdrobniejsze detale). Owszem rzecz kompletnie zawodzi jako sandbox, a fabuła niespecjalnie zachęca do zarywania nocek, ale jako całość “L.A. Noire” zasługuje na wyrazy najwyższego uznania, spoczywając całkiem niedaleko obok półeczki z napisem “Arcydzieło”.

Polecam.

Ostatecznie na liczniku: ok. 72 godziny (15 marca 2018 r. – 15 lipca 2018 r.).


"Medal of Honor" (2002)

Medal of Honor – Allied Assault” (2002)

Z podsumowania:

Gdybym miał Wam polecić tę jedną jedyną strzelankę w klimacie II Wojny Światowej, to pewnie byłoby to… “Call of Duty 2” (wiem, to było złośliwe), ale przy pewnym poziomie wyrozumiałości “Medal of Honor” też nadal daje radę. Graficznie jest już oczywiście biednie jak w slumsach w Giżycku, a i sam gameplay momentami zasługuje na etykietkę z napisem “archaiczny”, jednakże w ostatecznym rozrachunku to wciąż solidny i nietuzinkowy FPS. Tak że ten – jeśli chcecie wystrzelać absurdalną liczbę faszystów niczym Richard Burton i Clint Eastwood w “Tylko dla orłów”, instalujcie śmiało, tym bardziej, że całość jest do wyrwania na GOGu za ok. 35 zł. W zamian, w pakiecie dostaniecie jakieś 20 godzin zabawy, bo tyle trzeba na ukończenie wszystkich trzech kampanii (mi to oczywiście zajęło 10 godzin więcej, na przestrzeni stycznia i marca, bo “musiałem” odblokować wszystkie medale).

Ostatecznie na liczniku: ok. 32 godziny (15 stycznia 2018 r. – 14 marca 2018 r.).


"WarCraft II - Tides of Darkness" (1995)

WarCraft II – Tides of Darkness” (1995)

Z podsumowania:

U góry jak zwykle funduję sobie mini festiwal narzekania (bo łatwiej jest pisać o tym co denerwuje), jednakże w gruncie rzeczy “WarCraft II” zestarzał się dużo mniej, niż bym się spodziewał. Owszem, bywało, że zmuszałem się, by siąść przy nim z kronikarskiego obowiązku, ale po krótkim czasie wciągał mnie na tyle, że przy jednym posiedzeniu zaliczałem dwie, lub trzy misje, mając w alternatywie granie w nowego “Battlefielda 1”, a to już coś. Ostatecznie, w okresie pomiędzy październikiem 2017 r., a styczniem 2018 r. spędziłem przy nim niespełna 40 godzin, których potrzebowałem do ukończenia wszystkich czterech kampanii. W przeciwieństwie jednak do takiego “Baldur’s Gate”, opisanego w jednym z poprzednich tekstów, z pewnością już do tej gry nie wrócę, chyba że wreszcie wyjdą zapowiadane doń mody (które jednak na ten moment wydają się martwe).

W 1995 r. to pewnie byłaby co najmniej mocna “ósemka”, ale dziś…

Ostatecznie na liczniku: ok. 40 godzin (24 października 2017 r. – 14 stycznia 2018 r.).


"Baldur’s Gate" (1998)Baldur’s Gate” (1998)

Z podsumowania:

Wg. danych GTT, w “Baldur’s Gate” spędziłem dokładnie 76 godzin i 3 minuty, bawiąc się nim pomiędzy 23 czerwca, a 24 października br., pod rządami trzech systemów (2x Windows 7, 1x Windows 10) i dwóch zasilaczy. Ten czas wystarczył mi do rozwiązania chyba każdego questa, odkrycia całej mapy i bezwzględnego zajrzenia w praktycznie każdy kąt. Ostatecznie poradziłem sobie ze złem dręczącym okolice Wrót Baldura, by już żadna dziewczyna nie bała się wracać nocą z dyskoteki do domu, ale nie będę Was oszukiwał, że przez cały okres mej przygody, frajda z rozgrywki była jednakowo wysoka. To już jednak dość wiekowa produkcja, wymagająca pójścia na pewne kompromisy z samym sobą. Dzięki fabule, opowieść nadal wciąga i daje się czytać jak porządna książka, ale powiedzmy, że jest to już książka “tylko” “dobra”, a nie “rewelacyjna”, jak dwadzieścia lat temu.

Ostatecznie na liczniku: ok. 76 godzin (23 czerwca 2017 r. – 24 października 2017 r.).


"Cry of Fear" (2013)Cry of Fear” (2013)

Z podsumowania:

Zakładając tę stronę obiecałem sobie, że nie będę oceniał gier siląc się na obiektywizm, bo w takowy – jeśli chodzi o opisywanie wytworów kultury i sztuki – po prostu nie wierzę. Z produkcją Team Psykskallar mam jednak konkretny problem. Z jednej strony bowiem, nie lubię horrorów straszących jump scare’ami, o czym dobitnie przekonałem się w czasie rozgrywki (gdyby nie wrodzony upór, to bym ją odpuścił), a z drugiej – postawienie jej oceny na poziomie “piątki” czy “szóstki” byłoby skrajnie niesprawiedliwe, bo mogłoby sugerować, że mamy do czynienia z pozycją przeciętną. Opisywana gra tymczasem ponad przeciętność wybija się zdecydowanie i to pomimo wad wskazanych w tekście, jak i tych, które litościwie pominąłem (zaciachy, okazjonalne wycieczki do pulpitu, artefakty graficzne, etc.).

Nie sprawiła mi radości i frajdy – a wręcz przeciwnie – była drogą przez mękę, starciem z własnymi lękami, katem dla nerwów i prawdopodobnie źródłem przyszłych koszmarów, lecz jednocześnie wciąż jest to porządna grą, będąca efektem pracy pasjonatów, którzy włożyli w nią serce i umiejętności. Stąd, jakkolwiek było wiele chwil, gdy mówiłem sobie – postawię 5/10 i “kciuka w dół” na Steamie, ostatecznie wystawiam jej ocenę widniejącą pod tekstem.

Fani horrorów mogą spokojnie dodać do niej przynajmniej jeden punkt więcej.

Ostatecznie na liczniku: ok. 33 godziny (14 maja 2017 r. – 23 czerwca 2017 r.).