“Hooligans: Storm over Europe” (2002)

“Hooligans: Storm over Europe” (2002)

Na mieście gadają, że Misiek “rozpruł” się na “psiarni” i wsypał kolegów z chuligańskiej bojówki. W rezultacie, większość z nich, w tym były wiceprezes Wisły Kraków, nosi już radykalnie skrócone nazwisko i czarny pasek na ryju. Trudno uwierzyć, że to koniec krakowskiego kibolstwa, lecz z pewnością zaliczyło ono pokaźny cios w łysy czerep. Póki sytuacja się nie wyklaruje, ci którzy mu sprzyjają (a nie zostali jeszcze aresztowani) muszą zadowolić się alternatywną rzeczywistością spod znaku omawianego dziś “Hooligans: Storm over Europe”.

Gry komputerowe zapisują się w historii z rozmaitych powodów. Czasami są po prostu nadzwyczaj dobre i dopracowane, a innym razem wręcz przeciwnie – tak koszmarnie zrypane, że aż trudno wyrzucić je z pamięci. Bohater dzisiejszego tekstu nie kwalifikuje się wprost do żadnej z wyżej wymienionych grup (choć z pewnością znacznie bliżej mu do tej drugiej, niż pierwszej). Z grona “netflixowsko” przeciętnych strategii czasu rzeczywistego wyróżnia go natomiast ze wszech miar oryginalna tematyka. Na rynku nie zaistniała bowiem jak dotąd żadna inna gra, w której moglibyśmy stanąć na czele grupy… piłkarskich kiboli.

Hooligans: Storm over Europe
Ustawka pod stadionem. Policja jak zawsze przybywa piętnaście minut za późno.

“Śpiewają miasta, śpiewają wioski…”

Założenia są proste – obejmujesz przywództwo nad grupą typów, których mentalność najtrafniej oddaje treść art. 115 § 21 Kodeksu karnego – by wstrząsnąć miłującymi spokój i porządek społeczeństwami zachodniej Europy. W trakcie jedenastu misji kampanii – w toku której odwiedzisz i zdewastujesz m.in. Holandię, Anglię, Francję, Niemcy, Włochy i Hiszpanię –  dostajesz do wykonania szereg zadań, których wspólnym mianownikiem jest spuszczanie wpierdolu konkurencyjnym ekipom i wyżywanie się na historycznej zabudowie miasta mającego pecha gościć drużynę, którą wspierasz. I choć brzmi to mało wyrafinowanie – akurat w zakresie zróżnicowania zadań rzecz daje radę. Misje faktycznie są różnorodne i obejmują tak proste ustawki z wrogimi grupami, jak i zadania eskortowe (których nikt nie lubi) oraz “na czas” (których nikt nie lubi jeszcze bardziej). Czasem trzeba po prostu odpowiednio mocnym składem dostać się na stadion lub zniszczyć puby konkurencyjnej ekipy, a czasami zaplanować i wykonać skok na lokalny bank lub obronić swoją ulubioną knajpę.

Hooligans: Storm over Europe
Eurotrip.

Poza tym, “Hooligans” to niemalże typowy RTS. “Niemalże”, bo choć motorem rozgrywki jest czas rzeczywisty pozbawiony nawet aktywnej pauzy (skandal), to jednak nie stawiamy tu bazy i nie wypuszczamy z niej zbieraczy. Zamiast tego pieniądze gromadzimy… plądrując sklepy i niszcząc bary konkurencji, a wydajemy je w pubach (gdzie można zrekrutować nowych ziomków), u dilera (gdzie można zakupić “produkty kolekcjonerskie”, tj. dopalacze), w sklepach z bronią (gdzie można kupić pieczywo i świeże owoce) lub w burdelach (gdzie można posłuchać jazzu).

Reszta zasadniczo odpowiadałaby już gatunkowemu schematowi – zebrać odpowiednie środki, wystawić armię i posłać ją na wroga – z tym że w “Chuliganach” stosunkowo rzadko poruszamy się jedną, zwartą masą jednostek. Rozdzielanie się na mniejsze grupy, w przeważającej części wymusza konstrukcja misji (zazwyczaj by zwyciężyć trzeba być w kilku miejscach na raz), ale sprzyja mu też sama, dość chaotyczna mechanika rozgrywki. Na ekranie non stop coś się dzieje na całej długości mapy, a pauzy tu nie ma. Opanowanie tłumu jest też trudne z powodu dość topornego sterowania i nieszczególnie przemyślanego interfejsu. W rezultacie – paradoksalnie i chyba wbrew intencjom dewelopera – rzecz naprawdę nieźle oddaje charakter ulicznych bitek. Tu ktoś plądruje sklep; tam ktoś zbiera wpierdol od policji, która nagle postanowiła interweniować; jeszcze gdzie indziej ktoś napierdziela cegłami w konkurencyjną grupę szalikowców.

Hooligans: Storm over Europe
“Jadom, jadom chlopy na mecz, bedom w mordy bili obcych, oż poleje sie kryw.”

“A jeszcze większą jest…”

Powyższy fenomen bawi jednak tylko przez jakiś czas, a potem już wyłącznie wkurwia. Niestety dla “Hooligans”, za ciekawą i oryginalną formułą nie idzie bowiem żaden z pozostałych elementów gry. Interfejs – jak już pisałem – jest mało czytelny, a sposób kierowania naszymi bandziorami w zasadzie uniemożliwia zastosowanie jakiejkolwiek bardziej wymyślnej taktyki. Raz jednostki rozchodzą się na wszystkie strony, innym razem – mimo ich wydzielenia z tłumu (która to czynność niebezpiecznie kojarzyła mi się z nawlekaniem zbyt grubej nici na zbyt małą igłę) – wbrew poleceniom wracają do kolegów z grupy. To oczywiście nie ułatwia zaliczania kolejnych etapów, a niestety rzecz nawet bez tego byłaby pierońsko trudna. Przeciwnik najczęściej przewyższa nas tutaj bowiem liczebnie nawet nie trzy-, lecz dziesięciokrotnie i za każdym razem trzeba się naprawdę mocno nakombinować, żeby przejść do kolejnej misji.

Włożony w nią wysiłek gra “nagradza” z lekka żenującymi, aktorskimi filmikami, skleconymi za pięć euro, gdzieś za garażami jakiegoś zadupia za Rotterdamem. Ich fabuła nie jest może najwyższych lotów, ale należy przyznać, że czasami można się przy nich uśmiechnąć, co samo w sobie jest jakimś plusem.

Jakichkolwiek pozytywów nie można już natomiast dopatrzyć się przy grafice i dźwięku. Ta pierwsza uchodziła za brzydką już w 2002 r., a pod względem czytelności nie może dziś mierzyć się nawet z omawianym tu wcześniej drugim “WarCraftem”. Z dźwiękiem jest podobnie. Motyw muzyczny nie zapisuje się w pamięci, a jednostki mają zazwyczaj jedną odzywkę, która nudzi się już po ukończeniu pierwszego etapu, tymczasem trzeba jej słuchać jeszcze przez co najmniej kilkanaście godzin.

Nieźle natomiast wypada zarówno lokalizacja produkcji na język polski, jak i zrealizowany w ramach niej dubbing.

Hooligans: Storm over Europe
Napaść na stadion przeciwnej drużyny to ukoronowanie kibolskiej kariery.

Werdykt

“Hooligans: Storm over Europe” raczej nie zastąpi Wam solidnej ustawki w Parku Jordana z użyciem maczet i krótkich mieczy samurajskich[1]Źródło: PolskieRadio24: “Kibole rozbrojeni przed meczem. Mieli maczety i… miecz samurajski”. Pomysł, który za nią stoi był naprawdę ciekawy, ale w świecie, w którym do wyboru jest tyle rozmaitych pozycji, to już nie wystarczy. Należy zatem traktować ją bardziej w kategoriach gry-ciekawostki, niż produkcji do ukończenia i odhaczenia na liście.

“Hooligans: Storm over Europe” (2002) w statystyce:

Ukończenie wszystkich 11 zadań składających się na kampanię zajęło mi ok. 16 godzin.
“Hooligans: Storm over Europe” (2002)
Podsumowując:
Lepiej oglądać z tego filmy, niż samemu w to grać.
Na plus:
Jeżeli lubisz swoje zęby, a chciałbyś wziąć udział w zadymie, to jest to jakaś namiastka.
Na minus:
Tragiczne sterowanie jednostkami, nieczytelny interfejs.
Oprawa graficzna i dźwiękowa.
Siła przeciwnika opiera się wyłącznie na jego porażającej liczebności, a nie sztucznej inteligencji.
3.5
NIE WARTO

Przypisy:   [ + ]

Tagi:
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *