“Star Wars: Mroczne Widmo” (1999)

"Star Wars: Mroczne Widmo" (1999)

To były pierwsze “Gwiezdne Wojny” na jakie poszedłem do kina. Miałem wtedy 14 lat, a to bardzo dobry wiek na początek przygody ze światem “Star Wars”. Nigdy nie wstydziłem się powiedzieć, że trylogia prequeli to “moja trylogia”, ani przyznać, że zwyczajnie lubię to kino, choć oczywiście niebezkrytycznie. Dwadzieścia lat temu zapewne dałbym “Mrocznemu Widmu” mocną “ósemkę”, lecz gdy przyszło mi ją oceniać nieco ponad dziesięć lat temu – postawiłem “sześć” w dziesięciostopniowej skali. Po dekadzie powróciłem do niego, by sprawdzić, czy słusznie.

Dla tych, którzy szukali na tej stronie recenzji paprykarza szczecińskiego i znaleźli się tu przypadkiem – całość, najoględniej mówiąc – opowiada o drodze do upadku Galaktycznej Republiki oraz Anakina Skywalkera i ich transformacji, odpowiednio w Galaktyczne Imperium i Dartha Vadera. Za kamerą filmu stanął George Lucas, który odpowiadał też za scenariusz. W obsadzie natomiast znalazła się śmietanka ówczesnych “hollywoodów”: Ewan McGregor, Liam Neeson, Natalie Portman, Samuel L. Jackson, czy Ian McDiarmid. Rzecz była też jednym z pierwszych obrazów w karierze Dominica Westa, Richarda Armitage’a i Keiry Knightley[1]Co w zasadzie odkryłem dopiero przy okazji ostatniego seansu..

“Mroczne Widmo” zarobiło oczywiście swoje (po dziś dzień – przeszło miliard dolarów, przy budżecie na poziomie 115 milionów), natomiast delikatnie mówiąc – nie spotkało się z przychylnością krytyków. Choć było nominowane do Oscara za efekty specjalne i dźwięk, dostało też aż sześć nominacji do Złotych Malin, w tym w głównych kategoriach: film, reżyseria, scenariusz[2]Ostatecznie “maliną” dostał tylko głos Jar Jar Binksa.. W agregatorze recenzji – “Rotten Tomatoes” rzecz ma dziś średnią ocenę – 51% – wyliczoną na podstawie 235 tekstów. I są to Szanowni Państwo, najniżej ocenianie “Gwiezdne Wojny” w historii[3]niżej nawet niż “Star Wars: Skywalker. Odrodzenie” (2019). Żeby dopełnić obrazu flegmy, która spłynęła na film dodam, że oddani fani oryginalnej trylogii też czepiali się prawie wszystkiego, a obrońcy politycznej poprawności dopatrywali się rasizmu i antysemityzmu w postaciach Jar Jar Binksa (miał obrażać jamajczyków) i Watto (miał obrażać wiadomo kogo).

“Star Wars: Mroczne Widmo” (1999)

Is that legal?

Sam po ponownym zaliczeniu całości mam mieszane uczucia.

Z jednej strony bardzo podoba mi się wprowadzenie do historii wątków politycznych, a nawet okołoprawnych (wiadomka), a także znaczące rozszerzenie uniwersum. Z drugiej natomiast – wszystko to jest bardzo powierzchowne, żeby nie powiedzieć, że “w chuj płytkie”. Mamy bunt Federacji Handlowej przeciwko opodatkowaniu szlaków handlowych przez Republikę i to w zasadzie tyle. Nie wiadomo czemu opodatkowano szlaki, nie wiadomo co Federacja próbuje osiągnąć oblegając, a następnie okupując Naboo – poza tym, że za wszystkim stoi tytułowe mroczne widmo. Nic w zasadzie nie wiadomo, poza tym, że każda akcja potrzebuje pretekstu. Znaczące jest zresztą to, że najwięcej polityki dostajemy w tych żółtych napisach, które lecą na początku filmu (a ludzie i tak narzekali, że za “ciężki klimat” i “za dużo polityki”. W dupę się pocałujcie, tępaki).

Poza tym absolutnie dramatycznie tragiczny (myślę, że użyłem wystarczająco dużo przymiotników) jest poziom części dialogów i “poczucie humoru” “Mrocznego Widma”. Jeżeli chodzi o te pierwsze, to scena w której młody Anakin pyta Padme, czy jest aniołem, każdorazowo powoduje, że mam ochotę zrobić sobie naszyjnik z uszu, jak Dolph Lundgren w “Uniwersalnym żołnierzu”, tyle że z własnych, żeby więcej takich rozmów nie słuchać. Tożsamo źle wypadają sceny z matką młodego “Vejdzia”, jak i wszystkie bez wyjątku z Gunganami. Z powyższym łączy się zresztą wspomniany wyżej poziom dowcipu. O Jar Jar Binksie napisano już wszystko i nie chce mi się specjalnie nad nim pastwić. Wiadomo, że ztargetowano go pod najmłodszych widzów (których z pewnością mógł śmieszyć) i merchandising. Czy się opłacało? Wątpię. Bo rzecz stara się podejmować poważne – jak na Star Wars – tematy embarga handlowego czy niewolnictwa, by chwilę później kazać się śmiać z tego, że nasz sympatyczny Gunganin (heh) wdepnął w kupę, a parzystnokopytny stworek napierdział mu w ryj. Zupełnie niewiarygodnie jako armia okupacyjna wypadają też oddziały droidów, które z taką organizacją i poziomem inteligencji nie podbiłyby nawet parapetu w mojej łazience, a co dopiero poprawnie zorganizowanego, ludzkiego państwa.

Ponarzekać w kontekście powyższego można też na aktorstwo, bo obok nieźle – ale niespektakularnie zaprezentowanych postaci (np. Obi-Wan, Palpatine) jest też sporo bardzo słabiutkich występów (przede wszystkim Anakin i jego matka).

"Star Wars: Mroczne Widmo" (1999)

I will make it legal!

Jednakże – gdy przymknie się oko na powyższe, “Mroczne Widmo” potrafi sprawić mnóstwo radości. To jednak nadal jeden z najlepszych pojedynków (jeśli nie najlepszy) na miecze świetlne w całej franczyzie, okraszony absolutnie genialną ścieżką dźwiękową. To też kapitalna scena wyścigów ścigaczy na Tatooine, nawet dziś robiąca duże wrażenie pomysłowością i świetnym montażem. To ciekawe miejscówki (Naboo w strefie okołomiejskiej zrealizowano fantastycznie) i kultowe już postacie (Darth Maul).

W rezultacie trudno mi się na ten film obrażać i nie przebaczyć mu tych wszystkich – choć wcale nie drobnych – głupotek. Wracając do niego po ponad dwudziestu latach od pierwszego seansu, nie czułem może już tej gęsiej skórki, że oto mam przed sobą ukochane uniwersum, ale w żadnej chwili nie miałem poczucia, że marnuję czas. To było jak spotkanie ze starym przyjacielem, z którym może nie mam już zbyt wiele wspólnych tematów, lecz z którym wciąż przyjemnie jest wypić piwo czy dwa.

Fajnie będzie do tego wrócić z Filipem i Leną za następne dziesięć lat.

“Star Wars: Mroczne Widmo” (1999)
JEDNYM ZDANIEM:
Przeciętnie udany początek historii, która zmieniła świat.
6
Można

Przypisy:

Przypisy:
1 Co w zasadzie odkryłem dopiero przy okazji ostatniego seansu.
2 Ostatecznie “maliną” dostał tylko głos Jar Jar Binksa.
3 niżej nawet niż “Star Wars: Skywalker. Odrodzenie” (2019)
Dołącz do dyskusji

1 Komentarze

Dodaj komentarz
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *