“WarCraft – Orcs and Humans” (1994)

"WarCraft: Orcs and Humans" (1994)

Z pozycji człowieka, często i gęsto bawiącego się grami z epoki “megabajta łupanego”, mogę zapewnić, że oprawa audiowizualna naprawdę stanowi najmniejszy z “blokerów” dla dobrej zabawy z klasyką. Jeżeli tylko bowiem masz odrobinę wyobraźni, przyzwyczaisz się do ubogiej w kolory rozdzielczości rzędu 320×200 pikseli[1]Jak w omawianym tytule. czy do pisków PC Speakera zamiast konkretnego dźwięku[2]Jak np. w pierwszym “Sid Meier’s Civilization” (1991).. Na tej samej zasadzie jesteś w stanie zaakceptować również słabo opowiedzianą historię w grach, w których ma ona znaczenie, a czasami nawet zupełny jej brak. Gdy jednak rzecz ma męczącą obsługę lub kulawą mechanikę, będziesz ją przeklinał, choćby rano robiła ci śniadanie, a wieczorem masowała stopy.

I taki właśnie mam problem z “WarCraft – Orcs and Humans” (1994), czyli antenatem ogranego i opisywanego już na łamach Kultury “WarCraft II – Tides of Darkness” (1995). Grafika jest tu wprawdzie podła jak rozwodnione piwo na wiejskim festynie, udźwiękowienie ubogie jak słownik dwulatka, a historia dość sztampowa i opowiedziana w mało porywający sposób (statyczne tła) – ale moja imaginacja pokonywała już gorsze przeszkody (wychowałem się na Commodore 64). Nie jestem natomiast w stanie zdzierżyć archaicznych ograniczeń interfejsu, z którymi zmagać musiałem się tu bardziej, niż z komputerowym przeciwnikiem.

Co się wydarzyło w Azeroth, zostaje w Azeroth (bo na pewno nie w pamięci)

“WarCraft – Orcs and Humans” rozpoczyna fabularną opowieść o starciu Ludzi i Orków w fantastycznym świecie Azeroth, która pozwoliła Kalifornijczykom z Blizzard Entertainment zarobić miliardy dolarów. Co jednak trzeba sobie powiedzieć wprost – jest to otwarcie nad wyraz skromne. Miłośnikom rozbudowanych opowieści pierwszy WarCraft oferuje bowiem jedynie krótkie wprowadzenie z manuala, półtoraminutowe intro i kilkanaście teł z tekstem odczytanym przez Billa Ropera, który zresztą podłożył głos także pod wszystkie (!) jednostki w grze. Osoby, które kojarzą zatem strategie Blizzarda z rozbudowanym tłem fabularnym – mogą poczuć się tu cokolwiek rozczarowane. Sama historyjka jest zresztą tak prosta, banalna i oklepana, że gdyby nie sequele i MMORPG, dałaby się zapomnieć w piętnaście minut po ukończeniu gry. Ot, wspaniałe ludzkie królestwo zostaje najechane przez Orków z bagien. Tyle.

"WarCraft - Orcs and Humans" (1994)
Niestety ktoś te wszystkie teksty pisał chyba za karę.

“Ojej, jaki wielki piksel! A nie… to tylko moje oddziały…”

Dobrego słowa nie można też powiedzieć o aspektach technicznych. Pierwszego “WarCrafta” od sławnego sequela dzieli niby tylko jeden rok, natomiast pod względem wizualiów i udźwiękowienia pomiędzy obiema produkcjami zionie bezgraniczna przepaść. “WarCraft II – Tides of Darkness” nawet dziś może się podobać (do jego estetyki nawiązują zresztą całkiem współczesne produkcje, jak np. “Loria” (2018)), a zapisana w midach muzyka to małe dzieło sztuki. “Jedynka” niestety jest zwyczajnie brzydka. Mapy są ledwie czytelne, a wygląd tak jednostek, jak i budynków – najdelikatniej rzecz ujmując – nie imponuje szczegółowością i designem. Nie jest może tak, że nie wiadomo w co kliknąć, lecz oczy długo muszą przyzwyczajać się do takiej oprawy graficznej.

Nie lepiej jest z dźwiękiem. Wprawdzie część głosów jednostek okazała się na tyle dobra, że skopiowano je wprost do dwójki, natomiast generalnie w każdym aspekcie czuć tu budżetowość, o której pisałem dwa akapity wyżej. Podobnie jest z muzyką, która nawet jako tło sprawdza się tu dość kiepsko, a w każdym razie na pewno nie stanowi czegoś, co ktoś z własnej woli odpaliłby poza grą.

"WarCraft - Orcs and Humans" (1994)
Trwa wycinka Puszczy Białowieskiej.

Ten zegarek nie działa

Największym problemem “WojennegoRzemiosła: Orkowie i Ludzie” jest jednak interfejs. Bo do przeżycia byłyby jeszcze te wszystkie archaizmy w rodzaju braku możliwości kolejkowania produkcji czy zaznaczenia więcej niż czterech jednostek na raz. Natomiast, to że gra nie wykorzystuje prawego przycisku myszy, zmuszając gracza do posługiwania się skrótami klawiszowymi lub dodatkowym menu rozkazów po prawej – odbiera już przyjemność ze strategicznego “klikanda”. I nie chodzi tu nawet o to, że pierwszy “WarCraft”  jest przez to trudny, bo nie jest. Gra jest w zasadzie dość łatwa i komputer nieprzesadnie jest w stanie człowieka czymkolwiek zaskoczyć. Wspomniane wyżej ograniczenia interfejsu sprawiają jednak, że rzecz robi się cokolwiek męcząca, a chyba nie o to chodzi w grach, żeby się nimi męczyć. Jakości rozgrywki z pewnością nie pomaga też niska inteligencja naszych oddziałów, które potrafią zgubić się podczas przemarszu (kiepski pathfinding), albo bezczynnie przyglądać się, gdy dwa piksele obok wróg tłucze im kolegę (choć to też może świadczyć o inteligencji – trudno powiedzieć).

Sama mechanika rozgrywki jest już do bólu klasyczna. Zbieramy ograniczone surowce (złoto wydobywane w kopalniach i drewno z wycinki lasów), rozbudowujemy bazę i armię, sporadycznie broniąc się przed niemrawymi atakami przeciwnika, by wreszcie finalnie samemu go najechać. Strony konfliktu zróżnicowane są jedynie na poziomie grafiki oraz dostępnych zaklęć, poza tym pozostają niemalże w 100% symetryczne (choć podczas rozgrywki towarzyszyło mi przekonanie, że siły Ludzi są ździebko mocniejsze, niż zielone hordy Orków, wynikające być może z lepszego ogrania).

"WarCraft - Orcs and Humans" (1994) w statystyce:

Ukończenie obu kampanii zajęło mi łącznie 13 godzin.
"WarCraft - Orcs and Humans" (1994)
Nie ma to jak zapuścić sąsiadowi Czerwonego Kura z samego rana.

Podsumowanie

Wycieczkę w przeszłość z pierwszą strategią Blizzarda trudno uznać za przyjemne doświadczenie. Rzecz zestarzała się bardzo źle i jej zdolność do dawania frajdy współczesnemu graczowi jest mocno ograniczona. W zasadzie jedynym powodem dla jej odpalenia mogłaby być chęć poznania tła fabularnego Pierwszej Wojny, ale ze względu na to jak została sprezentowana historia, chyba lepiej sięgnąć do Wikipedii.

Playlisty:
1. Kampania Orków | 2. Kampania Ludzi

“WarCraft – Orcs and Humans” (1994)
Podsumowując:
Pierwszy "WarCraft" był przeciętny nawet w czasach swej premiery, zatem dziś jest już zwyczajnie słaby.
Na plus:
Dziadek "WarCraft" to dziadek "WarCraft", nadal można go kochać choćby za uniwersum (choć to trudne uczucie).
Na minus:
Tragiczny UI.
Oprawą audiowizualną jarali się Jaćwingowie.
Nudna fabuła przedstawiona w jeszcze gorszy sposób.
4
Nie warto

Przypisy:

Przypisy:
1 Jak w omawianym tytule.
2 Jak np. w pierwszym “Sid Meier’s Civilization” (1991).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *